|
Po dwóch demówkach doczekaliśmy się pełnoprawnego debiutu na CD tej młodej ekipy z Wrocławia. To kolejny zespół, który muzycznie wraca w rejony polskiej, punk rockowej klasyki lat 80, takiej jak Dezerter, Karcer czy Abbadon. Nie jest to jednak sentymentalna reemigracja, a świeże i wściekłe ukąszenie punk rockowej złości w stanie czystym. Wściekłości, frustracji i młodzieńczego entuzjazmu eksplodującego w każdej minucie płyty jest tyle, że wystarcza nawet na te wolniejsze kawałki, w których szaleńcze tempo pozwala na chwilę odpocząć.
Na moment, bo za chwilę znów rozwścieczone gitary ruszają w swój obłędny taniec i rebelia zaczyna się na nowo. Nie znajdziemy tu jednak przewidywalnych i łatwych do odgadnięcia riffów, nie mówiąc o czystych zagrywkach i znanych akordach – co w mojej opinii jest największym atutem tej kapeli, która brzmi znajomo jednocześnie nie powracając natrętnie do ogranych motywów. „Śmierć Japiszonom“ (nota bene: świetna nazwa) przy całej energii i szczerości muzyki prezentuje momentami bardzo prostolinijne podeście do tekstów – które mnie na przykład – nie są w stanie za bardzo zaskoczyć, czy przekonać. Obok kilku całkiem dobrych punkowych numerów („Punk rock“, „Miasto“, „Mniejszość“) trafiają się przemyślenia dość banalne („Gdy świat to za mało“), gimnazjalnie zbuntowana poezja („Nowa Twarz“, „Normalny“), i zupełne koszmary jak „Kaczyzm“: smutny przykład na zaangażowanie punk rockowego bandu w zupełnie nie punk rockową wojnę, w której stronami są politycy prawicy i redaktorzy Wyborczej. Zwłaszcza, że tytułowy termin zaległ na śmietniku historii na długo przed wydaniem albumu. Mimo wszystko często sięgam po tę płytę i jestem pewien, że następna będzie lepsza, i dojrzalsza. Stara gwardia polskiego punk rocka powoli się poddaje, ale stopniowo wychowują się nowe dobre bandy, a oto jeden z nich, oświadczając dumnie, ale jakże prawdziwie: „Punk rock nie umarł póki jeszcze jesteśmy“. < (STAN) (Dead Press # 3) |