headerphoto
DE ŁINDOWS - 100 mil na sekundę (recenzja Teraz Rock)

delindows_100mildLubię punkowe płyty które dobrze brzmią, i na których słychać że muzycy mają wysokie umiejętności wykonawcze. Te dwa czynniki wcale nie muszą stać w sprzeczności z muzycznym czadem i agresywno-buntowniczą postawą, jaka kojarzy się z punkiem.


De Łindows dobrze tą tezę potwierdzają. "100 mil na sekundę"; zawiera 14 krótkich, szybkich, agresywnych numerów z punkowo kotłującymi gitarami i sekcją rytmiczną, a także z tym co ten zespół wyróżnia. Chodzi o partie wokalne rozpisane na dwa głosy - męski i kobiecy - i o wykorzystania instrumentów dętych. Gdy Marcin i Efka śpiewają razem wypada to buntowniczo i "manifestowo" zarazem - owo "tutaj nigdy nic nie może być normalnie" (z utworu Nic normalnie) aż się chce wrzasnąć razem z nimi. Ale też refren "Alei straconych szans" dowodzi, że czysty kobiecy głos sprawdza się w takiej muzyce. Bez trąbki czy puzonu trudno wyobrazić sobie De Łindows, ale paradoksalnie, jednym z moich ulubionych fragmentów jest "Cisza przed burzą", gdzie dęciaków w ogóle nie słychać. Gitary tną tu precyzyjnie i bardzo szybko, tak że numer trwa tylko minutę i pięć sekund, ale naprawdę cieszy.  Za najlepszy utwór ze 100 mil na sekundę uznałbym "Sól do ran", wydaje się że kulminacją jest fragment ze słowami "ta noc jest nasza i chyba to wiesz / a jutro niech wszystko wali się", a tymczasem oni dopiero później czadują na całego... Skoro już cytujemy teksty napisane przez Marcina. Nie odbywa się bez akcentów politycznych: w "Nic normalnie" pojawia się temat "Talibów w Klewkach" i stwierdzenia "Posłów mamy lewych albo same zera", można trafić też na komunikaty typu "wszech idioci, ligo farsa / kacza dupa jest moralna" (Toksyczne dni). Choć w warstwie słownej "100 mil na sekundę" nie ma żadnej rewelacji, jakby się tego nie zauważa, bo wszystko jest wystarczająco dobrze zagrane i zaśpiewane. (Paweł Brzykcy, Tylko Rock 12/2006)